Strona główna / O wystawie
Atlas Smaków to opowieść o najdziwniejszym, najbardziej ekstremalnym i obrzydliwym jedzeniu na świecie. Pokazujemy to jedzenie, opowiadamy historię potraw i dajemy je skosztować gościom wystawy. Szukamy granic obrzydliwości.
Atlas Smaków jest również opowieścią o jedzeniu w ogóle. O tym jak historia i przestrzeń, w której żyjemy wpływają na nasze preferencje żywieniowe, bo przecież wszyscy mamy jednakowe podniebieniai żołądki. Szukamy odpowiedzi na pytanie jak bardzo pożywienie powiązane jest z kulturą miejsca z którego pochodzi. Zastanawiamy się dlaczego np. amator kimchi (kiszona kapusta pekińska pochodzącaz Korei) ma problem z naszą polską kapustą kiszoną. Przecież jednoi drugie jest kiszonką.
Niektóre z potraw mają fascynującą historię, powstały np. jako niedopełnione obietnice wojenne, inne z kolei są wynikiem gastronomicznych pomyłek, wierzeń ludowych, albo po prostu biedy, mimo, że dzisiaj osiągają zawrotną wartość (w niektórych przypadkach są to tysiące złotych za kilogram produktu).
To co ważne: nie jesteśmy restauracją. Nasz projekt to wystawa, na której można zobaczyć, dotknąć, powąchać i skosztować eksponatów. Nie serwujemy dań, a jedynie udostępniamy do degustacji produkty, których jedzenie jest bezpieczne.
Impulsem do stworzenia tego projektu była opowieść jednego z naszych kolegów, który podróżuje w dość nieoczywiste miejsca. Po powrocie z jednego z azjatyckich krajów opowiedział historię o tym, że wieczorem na stole pojawiła się gotowana głowa kozy. Razem z oczami, mózgiem i wszystkim co się w głowie znajdować powinno.Na znak przyjaźni z gospodarzem domu, w którym mieszkał, musiał zjeść jedno oko, drugie zjadł gospodarz. Ekstremalnie. Zjadł, choć było ciężko się przełamać. Odmowa byłaby afrontem i obrażeniem rodziny, która go gościła.
Ta opowieść jest fascynująca, i z tej fascynacji wziął się pomysł na pokazanie tego, co ląduje na talerzach na całym świecie.Nadrzędną funkcją jedzenia jest dostarczenie organizmowi substancji odżywczych, ale jedzenie łączy ludzi. Jest doświadczeniem, które pobudza właściwie wszystkie zmysły (jak seks!): widzimy co jemy, czujemy zapach, słyszymy jak chrupie, możemy dotknąć, wreszcie czujemy smak…
Zaczęliśmy więc rozmawiać i szukać. Sami podróżujemy, robi to też wielu z naszych znajomych, a że pochodzimy ze środowiska gastronomicznego, to nasze kroki zawsze kierują się ku lokalnym potrawom i produktom spożywczym.W ten sposób udało nam się zaprezentować na wystawie np. indyjską gomutrę (fermentowany krowi mocz), którą mimo dostępu w sklepach internetowych wcale niełatwo zamówić do Polski. Nasza gomutra przyjechała na tydzień przed otwarciem wystawy w plecaku przyjaciół, którzy wracali z Indii.
Jedzenie czegoś pierwszy raz nigdy nie jest bezpieczne… Przyjęliśmy taką zasadę, że nie podamy do degustacji gościom niczego, czego sami wcześniej nie skosztujemy.Oczywiście należy się liczyć z tym, że możemy być na coś uczuleni, a także z tym, że nasz żołądek mimo wszystko nie przyjmie tego, co przyjmują żołądki mieszkańców dalekiego wschodu lub Grenlandii i po prostu zwymiotujemy.
Porcje degustacyjne są naprawdę symboliczne, bo większość prezentowanych potraw cuchnie lub ich wygląd nie jest oswojony, stąd głowa podpowiada, żeby tego nie jeść. Pierwsze dni działania wystawy pokazały nam, że chętnych nie brakuje
Dla każdego. Chcemy tylko prosić rodziców młodszych dzieci, by dobrze przemyśleli wizytę z pociechami. To co dorosłych obrzydza u dzieci może powodować strach.Mamy na myśli przede wszystkim pająki, duże owady i larwy. Nie ma sensu narażać maluchów na stres.
Z tym jednym zastrzeżeniem spotkamy się chętnie z każdym, kto kocha jedzenie i nie boi się nieoczywistych propozycji.